Zmieniamy naszą politykę cookies. Informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies w celu poprawnego działania i zapewnienia pełnej funkcjonalności serwisu. Brak zgody na instalację plików cookies może być wyrażony poprzez zmianę ustawień przeglądarki. Aby dowiedzieć się więcej kliknij TUTAJ.
 
OK
zamknij
 

W związku z rozpoczęciem stosowania w dniu 25 maja 2018 r. Rozporządzenia o ochronie danych osobowych ("RODO") zmienia się nasza polityka prywatności. Pełną treść polityki prywatności znajdziesz TUTAJ lub na dole strony.
 
OK
zamknij
 
 
Testy
 
lupa
SZUKAJ
strzalka
 
 
lupa
 
Do Singapuru z Polski na tandemie z lat 70- tych i z namiotem Atacama
Do Singapuru z Polski na tandemie z lat 70- tych i z namiotem Atacama

Namiot Atacama Alu był testowany w trakcie wyprawy rowerowej "Tandemem przez Azję" z Polski do Singapuru, trwającej 14 miesięcy, od 2 kwietnia 2013 roku do 11 czerwca 2014 Karoliny i Aleksandra Klaja z Wągrowca. W trakcie 14 miesięcy przemierzyliśmy gorące stepy Rosji i Kazachstanu, syberyjską Tajgę, wietrzną, mongolsko-chińską pustynię Gobi, deszczową i zimną Koreę i Japonię, skąd uciekliśmy na ciepłe południe, by przez południowe Chiny, Wietnam, Laos, Kambodżę, Tajlandię i Malezję dotrzeć do Singapuru.

Namiot Atacama na kałmuckim stepie, Rosja
Na kałmuckim stepie, Rosja

Zmiany klimatu nękały nas na Zwrotniku Raka gdzie temperatury spadały w nocy poniżej zera, a ciepło na dobre zrobiło się dopiero we wschodniej Tajladii. Gdy zrobiło się nieznośnie gorąco odczepiliśmy tropik i używaliśmy samej moskitiery (by nie zjadły nas komary). Robiliśmy tak tylko wtedy, gdy mieliśmy dach nad głową, najczęściej w buddyjskich klasztorach, które dysponują specjalnym pomieszczeniem dla pielgrzymów. W innym wypadku mógłby nas zaskoczyć deszcz, króry pada nawet w czasie pory suchej, najczęściej w nocy, a po którym nie zostaje najmniejszy ślad rano.

Namiot Atacama zabraliśmy na trwającą szmat czasu wyprawę rowerem (tandemem Rometu z lat 70-tych) na krańce Azji. Zależało nam na przestrzeni i większej wygodzie w podczas kilkunastomiesięcznej wyprawy, w czasie krórej nocowaliśmy najczęściej pod namiotem. Skusił nas duży przedsionek, który miał  wiele zastosowań. Była to przede wszystkim  przechowalnia bagażu, polowa kuchnia (gdy padało), łazienka, (gdy było zimno), a nawet ubikacja (gdy wyjście na zewnątrz było z jakichś powodów niemożliwe).
Atacama to namiot tunelowy. Dzięki takiemu rozwiązaniu jest odczuwalnie obszerniejszy od typowego igloo, wygodnie się w nim mieszka, łatwiej oddycha i jest mniejsza szansa dotknięcia mokrej, zimnej ściany plecami. Wadą tego rozwiązania, jest to, że sam nie stoi i trzeba go do czegoś przywiązać, gdy nie można wbić śledzia (np. na betonie). My rozwiązywaliśmy to przywiązując przedsionek do stojącego roweru (ciężej wtedy go ukraść) a tylny odciąg przygniatając ciężkim kamieniem. Takich sytuacji było jednak podczas całej podóży niewiele. Namiotu został tak zaprojektowany, że wnętrze nie styka się z tropikiem, na którym naturalnie skrapla się para wodna. Dzięki temu krople nie przeciekają do środka. Należy tylko uważać, by nieopatrznie nie oprzeć niczego o ściany namiotu od środka. Na "sufice" w szczytach wszyte zostały dwie pętelki, na których  wieszaliśmy małą lampkę, a także okulary. Po bokach namiotu znajduje się duża ilość kieszeni na drobnostki albo śmieci. W bocznej ścianie znajduje się okienko - wywietrznik, przez który można wyjrzeć na zewnątrz a także wyrzucić kłopotliwe odpadki jak np. ogryzkę od jabłka, bez potrzeby odpinania dwóch zamków. Według nas powinno ono jednak znajdować się z drugiej strony namiotu (przeciwnej do wejścia), co prawdopodobnie usprawniłoby wentylację, a także dało większą możliwość obesrwacji otoczenia. Pewnym istotnym mankamentem był główny zamek od wejścia do sypialni, który po kilku miesiącach użytkowania zaczął się rozpinać w losowych miejscach. Być może po prostu trafiliśmy na felerny egzemplarz. Za to w czasie długiej wyprawy cieszyły nas dobrej jakości śledzie, które pomimo swojej lekkości się nie gięły i niepotrzebnie nie utrudniały nam codziennego rozkładania namiotu. Ich dodatkowym atutem był jaskrawo pomarańczowy kolor, dzięki któremu nie zgubiliśmy ani jednej sztuki.

Namiot Atacama na mongolskmi stepie
Na monglolskim stepie

Rozkładanie, zwijanie i suszenie namiotu. Te trzy czynności wykonywaliśmy prawie codziennie, więc doszliśmy o niezłej wprawy i jesteśmy przekonani, że system wsuwania stelaża w tunele i wewnętrzna moskitiera podczepiona do tropiku to doskonałe rozwiązanie. Namot nie raz rozbijaliśmy nawet w nocy i nie mieliśmy z tym najmniejszego problemu. Bardzo dużym atutem jest kolor namiotu. Odcień oliwki idealnie komponuje się z otoczeniem, z daleka jest mało niewidoczny, a jest to rzecz ważna gdy chcieliśmy się gdzieś ukryć, zgodnie z regułą, że albo śpimy z ludźmi albo jak najdalej od nich. Namiot posiada trzy pałąki. W naszym wypadku (ponad 300 krotnie rozbijany) solidnie wymęczone musiały kiedyś pęknąć, a każda naprawa zmniejsza elastyczność takiego pałąka i kolejne pęknięcia są bardziej prawdopodobne. Najlepiej zaopatrzyć się w jeden zapasowy i w razie usterki wymiejnić jedno przęsło, a naprawiać tylko w ostateczności. W czasie długiej wyprawy cieszyły nas dobrej jakości śledzie, które pomimo swojej lekkości się nie gięły i niepotrzebnie nie utrudniały nam codziennego rozkładania namiotu. Ich dodatkowym atutem był jaskrawo pomarańczowy kolor, dzięki któremu nie zgubiliśmy ani jednej sztuki.

O namiot trzeba dbać. Suszenie namiotu to rutyna, która często konieczna jest nawet przy bezdeszczowej pogodzie.
Powodem tego jest podłoże, na którym się rozbijamy. Jeśli będzie dużo roślin i wilgotny czarnoziem z pewnścią skropli się para na wewnętrznej ścianie tropiku. Gdy rozbijaliśmy się na piaszczystych borach sosnowych całość będzie sucha jak pieprz. Namiot Atacama schnie ultra szybko, nawet bez słońca przy bezwietrznej pogodzie. Trzeba jedynie oddzielić środek od tropiku. Moskitierę praliśmy kilka razy, mimo zakazu, nawet w pralce automatycznej. Nic się nie stało, jedynie materiał zrobił się bielszy i ładniej pachniał.
Namiot przeżył kilka tropikalnych sztormów, wiele burz i jeszcze więcej deszczyków i dzielnie nie przepuścił ani jednej zimnej kropli. Woda do namiotu nie ma prawa się wedrzeć, chyba, że przez otwory wyżarte przez żarłoczne tropikalne mrówki albo poprzebijane przez drapieżne kolczaste rośliny na pustyni (dlatego lepiej pod namiotem rozłożyć grubą plandekę). Musimy dodać, że sami jesteśmy zdziwieni, ale nawet po takim czasie i intensywności użytkowania od namiotu nie odkleiła się żadna taśma uszczelniająca szwy.
Na pustyni Gobi pewnego razu zerwał się huragan. Po kilku godzinach silnych podmuchów nie było cudów, jedna z tyczek złamała się na pół, w końcu to nie niski namiot ekspedycyjny z czterema tyczkami. W dodatku były już ostro sfatygowane. Druga tyczka jednak trzymała dzielnie materiał wysoko nad nami i dzięki niej mogliśmy przetrwać spokojnie do rana. W tym samym czasie igloo kolegi z nim samym w środku położyło się płasko na ziemi.

Namiot Atacama na grobli między polami ryżowymi, Wietnam.
Na grobli między polami ryżowymi, Wietnam.

Na koniec historia mrożąca krew w żyłach. Jest noc, gdzieś na końcu świata w południowych Chinach. Ludzie tu rzadko kiedy oglądają turystów z Europy. W nocy słyszymy huk, a zaraz po nim widzimy światła latarki. Zapalamy swoją lampkę i odkrywamy, że z namiotu ktoś nam zrobił sito, prawdopodobnie myśliwi albo kłusownicy. Ołowiane kulki śrutu są wszędzie, przebiły plastikową butelkę, z której zaczęła wyciekać woda, przebiły mapnik i kilkanaście kartek w środku. Próbujemy wyjść na zewnątrz, ale nie da rady, bo kula przeszła przez zamek. Wyciągamy nóż i rozcinamy moskitierę na drzwiach od namiotu (jak dobrze, że oprócz normalnych drzwi są jeszcze drzwi z siatki, będą teraz jedynymi). Myśliwi gdy zobaczyli, że wszystko w porządku uciekli, a my zabraliśmy się za łatanie, stąd na zdjęciach z lewej strony wejścia do namiotu przyklejone są dwa prostokąty. Zestaw naprawczy wykorzystaliśmy w 100%.

Pomimo wielu perypetii, na koniec wyprawy spakowaliśmy namiot i poleciał z nami do domu. To w końcu najlepszy namiot w jakim kiedykolwiek spaliśmy, zwyczajnie się sprawdził, co więcej jest w całkiem dobrej kondycji i nadaje się nadal na krótkie wycieczki.

Karolina i Aleksander Klaja

Nasi Testerzy
 
Alpinistka, skialpinistka, zawodniczka w rajdach przygodowych. Na swym koncie ma m.in. wejście na ośmiotysięczny Gasherbrum II oraz skrajnie niebezpieczny siedmiotysięcznik - Pik Pabiedy (pierwsze polskie wejście kobiece).
 
Marek Żołądek - podróżnik, alpinista. Uczestnik oraz współorganizator wypraw wspinaczkowo – naukowych na 6 kontynentach m. in. w Himalaje, Andy, góry Alaski, Afryki, Europy, Kaukazu, Góry Skaliste, Ziemię Ognistą oraz Australię. 
 
Autor przejść w górach Alaski, Azji, Yosemitach, Alpach, Tatrach, Karkonoszach. Instruktor wspinaczki i ratownik TOPR.

 
Michał Apollo, podróżnik, wspinacz i alpinista. Organizator i uczestnik wyjazdów w różne rejony świata, wliczając Himalaje, Andy, Alpy Południowe, Kaukaz, Wielkie Góry Wododziałowe, Góry Alaski, Europy, Masyw Kilimandżaro, Góry Przylądkowe oraz Góry Skaliste.
 
 
Jako pierwsi Polacy przeszli liczący 1700 km "Wielki Szlak Himalajski".