Zmieniamy naszą politykę cookies. Informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies w celu poprawnego działania i zapewnienia pełnej funkcjonalności serwisu. Brak zgody na instalację plików cookies może być wyrażony poprzez zmianę ustawień przeglądarki. Aby dowiedzieć się więcej kliknij TUTAJ.
 
OK
zamknij
 

W związku z rozpoczęciem stosowania w dniu 25 maja 2018 r. Rozporządzenia o ochronie danych osobowych ("RODO") zmienia się nasza polityka prywatności. Pełną treść polityki prywatności znajdziesz TUTAJ lub na dole strony.
 
OK
zamknij
 
 
Testy
 
lupa
SZUKAJ
strzalka
 
 
lupa
 
Namiot Ladakh przetestowany zimą w Laponii 2018
Namiot Ladakh przetestowany zimą w Laponii 2018
Namiot był używany w trudnych, zimowych warunkach górskich w północnej Szwecji oraz w terenie leśnym w północnej Finlandii.

Opis warunków testu
Temperatury z jakimi się zmierzył to -30st C do -5st C
Wiatr sięgał 150 km/h
Spało w nim w różnych kombinacjach: 1 człowiek, później - 2 ludzi i pies wielkości człowieka ;)
Aktywność jaką uprawialiśmy to marsz na nartach z pulkami (sanie transportowe)
Rozłożony był na: zamarzniętych jeziorach, zamarzniętych rzekach, ośnieżonych górach oraz w głębokim lesie w potężnej pokrywie śnieżnej
Czas i dystans trzy tygodnie i 250 km w zimę
 
 
Marzyliśmy o Ladakhu
Namiot wyprawowy, który marzył nam się podczas wcześniejszej wyprawy, ale zdawaliśmy sobie sprawę, że prawie roku w takiej małej przestrzeni z dużym psem nie wytrzymamy i faktycznie wyruszając na wcześniejszą zimową ekspedycję dobrze, że postawiliśmy na Axuma. Teraz wyruszaliśmy tylko na 3 tygodnie do północnej części szwedzkiej i fińskiej Laponii. Wyprawa była podzielona na dwa etapy, stąd namiot walczył przez 2 tygodnie na otwartym terenie górskim w najstarszym parku narodowym w Europie - Sarek, później tydzień w fińskiej Laponii w okolicach Saariselki. Pogoda bardzo nie rozpieszczała. Niemal codziennie walczyliśmy z potężnymi burzami śnieżnymi i porywistym wiatrem. Większość rozbijania namiotu odbywało się w ostrej walce z żywiołem, przez co sprzęt został wystawiony na największą próbę.

Namiot jako drugi dom
Możemy powiedzieć, że biorąc pod uwagę wszystkie noce spędzone w namiocie wyszedłby nam wynik liczony w miesiącach, a nawet latach. Testowaliśmy różnego rodzaju namioty i choć każdy ma swoje mniejsze lub większe mankamenty, to Marabutowi w pełni ufamy.
Nie jest to, co prawda, namiot dedykowany wyprawą polarnym, a w taką się udaliśmy na północ, ponieważ namiot tunelowy to podstawa, to jednak konstrukcja Ladakha poradziła sobie w najtrudniejszych warunkach. Otwarta przestrzeń, burze śnieżne, wiatr dochodzący do 150 km/h daje popalić człowiekowi i sprzętowi. Podczas ekspedycji, gdzie życie człowieka jest realnie zagrożone, namiot odgrywa szalenie ważną rolę. W końcu to w nim się chronimy i regenerujemy nabierając sił na kolejny dzień. Sama pewność swojego ekwipunku ma tutaj spore znaczenie.

 
 
Konstrukcja i rozbijanie namiotu w najgorszych warunkach
Namiot posiada 3 stelaże, które na końcach są specyficznie wygięte służąc do podniesienia ścian u dołu, by nie było ostrego zejścia, a przestrzeń na głowę lub stopy i ekwipunek była bardziej komfortowa bez obawy o dotykanie ścian. Ciekawe zastosowanie, choć przy wkładaniu stelaży w “szlufki” zawsze jest mały kłopot i dodatkowa praca, przy próbie idealnego dopasowania. Nie można już działać w tempie ekspresowym, na końcu trzeba na chwilę zwolnić. To dotyczy pracy w warunkach przyjaznych, a gdy walczymy z rozstawianiem namiotu zimą w grubych rękawicach i potężnym wietrze taki zabieg wygiętych stelaży okazuje się zabójczy, o czym wcześniej, nawet podczas kontrolowanych testów z silnikiem dającym potężny wiatr nie do końca wyłapaliśmy.
Jest możliwe, aby jedna osoba rozbiła namiot w pojedynkę, nawet w największej wichurze, oczywiście lepiej mieć pomocną dłoń drugiej osoby, ale Krzysztof kilka dni był zdany wyłącznie na siebie i mocno walczył z żywiołem. Jedyną możliwością by rozbić namiot w potężnej zawierusze i wietrze dochodzącym spokojnie do 150km/h a pewnie i więcej to położenie się na nim, przyszpilenie wszystkich rogów i naciągów, a dopiero potem wsuwanie stelaży. Mamy to już przetestowane na Axumie, ale niestety tutaj pułapka nas złapała z zagiętymi końcami stelaży. Fantastyczny pomysł z podniesieniem przestrzeni w środku, ale pułapka, gdy stawia się namiot w koszmarnych warunkach.
O czym warto wspomnieć - namiot Ladakh to konstrukcja samonośna.
 
Przestrzeń i udogodnienia
Dwa przedsionki dają duże poczucie komfortu. Przedni jest bardzo obszerny, spokojnie można w nim gotować oraz zostawić jakiś podstawowy sprzęt lub wykopać dół aby móc wygodnie wyprostować i włożyć tam nogi. Tylny służy wyłącznie jako drugie drzwi wyjściowe, by druga osoba w namiocie, nie musiała przeskakiwać przez pierwszą. Choć też nie jest to takie do końca proste. Z uwagi że przez tylne wyjście zamek leci przez środek z góry do dołu, a naciągając namiot wbijamy np. nartę (w naszym przypadku) w pętle, to chcąc wyjść z tyłu trzeba wyciągnąć natrę/szpilkę, albo przeciskać się przez szparę zostawiając te dwa punkty połączone - u góry i u samego dołu. Świetnie spisuje się, by szybko rzucić okiem na to, co się dzieje na zewnątrz - złapać zorzę polarną, albo sprawdzić niebo i zmieniającą się pogodę.
Główna komora idealna dla dwójki osób i bagażu zostawionego w nogach. Dla trzech ludzi w zimę - praktycznie niemożliwe. W lato na krótki wypad dałoby radę. Dlatego miejsce dla psa było już ograniczone, ale zmieściliśmy się wszyscy, w układzie “kanapkowym” czyli człowiek-pies-człowiek, oraz “podnóżkowej” człowiek przy człowieku z psem w nogach.
Zdecydowanie nie był to ten sam komfort przestrzenny co w Axumie, ale tym razem bardzo stawialiśmy na kompresję sprzętu, no i był to zdecydowanie krótszy wypad.
Półeczka górna i kieszenie boczne ułatwiają życie w namiocie pomagając w utrzymaniu porządku. Niestety ta pierwsza jest bardzo mała, pozostawiona czołówka czasem nawet wypada, trudno wrzucić tam więcej rzeczy. 
 
Wentylacja
Sprawa niezwykle istotna podczas nocowania w każdych warunkach, ale szczególnie zimą. By nie zniszczyć sprzętu puchowego, mowa głównie o śpiworze, należy zadbać w pierwszej kolejności o wentylację, a także inne patenty typowo techniczne. W Ladakhu w ogóle nie zauważyliśmy problemów z wentylacją, budziliśmy się z cienką pokrywą szronu i lodu na śpiworach, ale naprawdę nie było z tym aż tak sporego kłopotu. W wentylacji bardzo pomagają rękawy. Ale jest z nimi taki kłopot, że gdy na chwilę je otwieramy, to potem przy zaciąganiu sznurka i zamykaniu otworu często materiał zamarzał (naturalna sprawa) i nie dało się go dociągnąć do końca - wtedy trochę śniegu wpadało do środka. Ale solidnie zawinęliśmy i było w porządku

 
Wytrzymałość
To, że pękł stelaż, to kwestia bardzo potężnego wyzwania postawionego przez żywioł północy. I szczerze mówiąc niezwykłe osiągnięcie przetrwania dwóch tygodni w szwedzkich górach zimą przy niemal codziennej zamieci śnieżnej.
Poprawne naciągnięcie namiotu przy wykorzystaniu wszystkich odciągów, wykorzystaniu szerokich fartuchów śnieżnych, które można przysypać śniegiem, a przede wszystkim wykorzystanie ukształtowania terenu i kierunku wiatru - te wszystkie elementy powodują, że namiot jest nie do zdarcia. I wielkie podziękowania, ponieważ były noce, które mogłyby realnie zagrozić naszemu bezpieczeństwu, gdyby nie solidność wykonania i kształt. Najsłabszym miejscem namiotu jest jego tył. Gdy wiatr zmienił się w nocy i działam na tylną ścianę - potężna siła uginała cały namiot, ale stelaże wytrzymały.
Ladakh ma konstrukcję samonośną.
 
Zalety namiotu Ladakh
- duża przestrzeń w przedsionku do gotowania
- rękawy sprzyjają dobrej wentylacji namiotu
- spora komora mieszcząca w warunkach zimowych w sposób komfortowy dwie osoby
- dwa przedsionki - dwie osoby nie muszą przez siebie przechodzić, by wyjść z namiotu
- bardzo obszerne fartuchy śnieżne, które można przysypać każdym rodzajem śniegu, co poprawia stabilność namiotu
- wytrzymały nawet w ekstremalnych zimowych warunkach
- bardzo szybko się go rozkłada i składa
- pokrowiec ściągany trokami - zmniejsza to objętość spakowanego namiotu - duża zaleta!
 
tekst i zdjęcia: Klaudia Jadwiszczyk i Krzysztof Lewicki
Nasi Testerzy
 
Alpinistka, skialpinistka, zawodniczka w rajdach przygodowych. Na swym koncie ma m.in. wejście na ośmiotysięczny Gasherbrum II oraz skrajnie niebezpieczny siedmiotysięcznik - Pik Pabiedy (pierwsze polskie wejście kobiece).
 
Marek Żołądek - podróżnik, alpinista. Uczestnik oraz współorganizator wypraw wspinaczkowo – naukowych na 6 kontynentach m. in. w Himalaje, Andy, góry Alaski, Afryki, Europy, Kaukazu, Góry Skaliste, Ziemię Ognistą oraz Australię. 
 
Autor przejść w górach Alaski, Azji, Yosemitach, Alpach, Tatrach, Karkonoszach. Instruktor wspinaczki i ratownik TOPR.

 
Michał Apollo, podróżnik, wspinacz i alpinista. Organizator i uczestnik wyjazdów w różne rejony świata, wliczając Himalaje, Andy, Alpy Południowe, Kaukaz, Wielkie Góry Wododziałowe, Góry Alaski, Europy, Masyw Kilimandżaro, Góry Przylądkowe oraz Góry Skaliste.
 
 
Jako pierwsi Polacy przeszli liczący 1700 km "Wielki Szlak Himalajski".