Namiot Baltoro Red Line w moim ekwipunku

 

​Czołem! Z tej strony Konrad.
Jestem twórcą marki "idę w LAS", w której szyjemy na miarę naturalne ubrania outdoorowe. Od lat dzielę swoje życie pomiędzy Polską a Kazachstanem, testując nasze rozwiązania odzieżowe w ekstremalnych warunkach.

 

 

​W "idę w LAS" uznaję tylko sprzęt, który "przeżyje" moją pasję. Zawsze byłem zatwardziałym "hamakowcem" - lekkość zestawu i wolność między drzewami to moja bajka. Ale kiedy przyszło do poważniejszych wypraw i sprawdzania naszych ubrań w miejscach, gdzie po prostu nie ma drzew - w moim ekwipunku pojawił się pierwszy poważny zawodnik: Namiot Baltoro Red Line od Marabut.

​Dlaczego akurat ten? Po wielu nocach spędzonych w Beskidach i na kazachskich stepach, mam kilka konkretnych przemyśleń:

 

Namiot pancerny na wyprawy i na co dzień


Baltoro Red Line to z założenia namiot ekspedycyjny, ale moim zdaniem to nie jest sprzęt tylko na ośmiotysięczniki. Ta "pancerność" sprawia, że bez mrugnięcia okiem zabieram go na zwykły biwak z trójką dzieci. W Beskidach, w układzie 1+3 (ja i troje małych urwisów), mieściliśmy się w nim bardzo komfortowo. Wiedząc, jak solidna jest podłoga, nie bawię się też w żadne dodatkowe maty - tkanina podłogowa jest gęsta i wybacza naprawdę wiele.

 

  • Wyprawowa logistyka (rower i plecak)

​Mimo swojej solidności, Baltoro Red Line dobrze sprawdza się jako namiot typu 2+. Na wyprawach rowerowych elegancko "siadał" na kierownicę, a przy pieszych wędrówkach w dwójkę dorosłych waga staje się naprawdę atrakcyjna - stelaż do jednego plecaka, tropik do drugiego i idziecie w LAS z pełnym komfortem na plecach, mając pewność, że nocka będzie równie spokojna.

 

  • Konstrukcja, która "nie męczy"

​To, co cenię w sprzęcie, to prostota. Baltoro Red Line ma zintegrowany tropik z sypialnią i zewnętrzny stelaż.

Co mi to daje?

​Szybkość: rozkładam go w moment - nawet samemu (co jest kluczowe przy dzieciach) i nawet gdy wieje.
​Suchy patent: kiedy zwijam obóz "na mokro", odpinam suchą sypialnię do środka i chowam ją do plecaka, a mokry tropik pakuję do osobnego dry baga. Genialne w swojej prostocie.
​Wytrzymałość: tunele na stelaż są tak gładkie, że rurki śmigają w nich bez oporu - zero strachu, że coś rozerwiesz w pośpiechu.

 

  • Od Beskidów po kazachski step (-26°C)

​Testowałem Baltoro Red Line w warunkach, w których większość sprzętu już nie daje rady. Na mroźnym stepie, przy -26°C, namiot spisał się jak należy. Ogromnym plusem jest brak klejeń - tam, gdzie inne namioty na mrozie zaczynają się rozchodzić na podklejeniach szwów, Marabut trwa niewzruszony.
Fartuchy śnieżne to dla mnie teraz obowiązkowa pozycja w namiocie całorocznym. W lecie je oczywiście podwiązuję, ale w sezonach przejściowych służą jako idealny wiatrołap, odcinając zimne podmuchy od spodu (nie mówiąc już o samej zimie).

 

  • Komfort dla lokatorów (dwa przedsionki)

​Jeżeli nocujesz w więcej niż jedną osobę, dwa przedsionki to czyste złoto. Każdy ma swój dostęp do sypialni i miejsce na swoje graty. W układzie 2 osoby dorosłe + sprzęt to dosłownie luksusowy apartament, a przy 3 osobach można bez problemu zachować niezbędne minimum swobody.

 

Namiot Baltoro RL na kazachskim stepie


Dlaczego wybrałem namiot Marabut Baltoro RL?


​Budując swój "sprzętowy arsenał", szukam przede wszystkim rzeczy niezawodnych, prostych i wygodnych. Takich, które nie zawiodą, gdy temperatura spadnie grubo poniżej zera, a wiatr zacznie urywać głowę. Baltoro od Marabut jest odpowiedzią na moje potrzeby - dlatego znajduje się na mojej "żelaznej liście" podstawowego sprzętu outdoorowego.

​Jeżeli szukasz pewnego schronienia na wspólne wypady w teren i cenisz polskie, solidne rzemiosło - polecam z pełną odpowiedzialnością. W przeciwnym razie... wiecie, gdzie mnie znaleźć. 

 

​Konrad Nycz
www.idewlas.pl
kontakt@idewlas.pl
WhatsApp: https://wa.me/48723897051
+48723897051